[O ARTYKULE Z. KRASIŃSKIEGO]
Pewni ludzie, siedmnastoletni, nie tylko podług wieku swego życia, ale i w sądzie swoim o rzeczach, wyjechawszy z Polski za granicę uiszczają się jako mogą z obowiązku rozszerzenia literackiej polskiej sławy między obcymi. Piszą tedy do tamtejszych dzienników o literaturze polskiej. Rzecz dziwna! Nieraz zdarza się, że z dalekich krain przychodzi do nas ni stąd, ni zowąd w zeszycie tego lub owego postronnego dziennika patent, przywilej, a częstokroć nominacja dla tego lub owego w kraju bawiącego rodaka na wielkiego pisarza, na wielkiego wieszcza. Dowiadujemy się niespodzianie o geniuszu, którym niebo ziemię naszą obdarzyło. Wracają się, jak widać, dawne czasy. Tytuły literackie, a osobliwie porównywania dowcipne znowu zaczynają być w modzie. „Oto polski Moore! A jeżeli nie wierzycie, powiemy wam i przetłumaczymy na język francuski jego bajeczkę o zefirku podlatującym z łezką do nieba. Ten drugi, to polski Malte-Brun!” Tak, jak gdyby nic nie można było powiedzieć godniejszego ku czci Lelewela. „To znowu nasz nieoszacowany Defauconpret!” Wzbogaca literaturę polską przekładami romansów. Nie schodzi i na klasycznych tytułach, Owidiusz i Horacy zmartwychpowstali, odzyskali żywot nieśmiertelny na ziemi polskiej we dwóch odach. Słowem, gdzie tylko stąpisz, to wielki mąż. Miły Boże! Polska zaczyna się znowu zamieniać w świątynią Sybilli zamykającej zebrane osobliwości apollinowe wszystkich wieków, wszystkich plemion! Tak jest, wszystko mamy w jednę całość zebrane. Ogromna budowa z kawałków, wszystko w miniaturze. Uchowaj nas Panie od nominacji i patentów na wielkich pisarzy, na wielkich artystów! Są u nas znamienici pisarze, sztukmistrze, którym natura pochlebiła, są znamienici ludzie, są tacy, których sława rozeszła się w Polsce i za granicą Polski. Ale są także inni, którzy dopiero powinni sobie zasłużyć, zarobić na sławę. Po cóż mięszać jednych z drugimi? Po co -przed czasem kreować wielkich ludzi? Dlaczego w pismach obcych wcale różne nazwiska obok siebie figurować mają, tak jakby je w jednym wieńcu witym z bluszczów jednaka łączyła zasługa, też same zdolności i toż samo prawo do reputacji? 
